WYWIAD Z PACJENTKĄ

 

 

Rozmowa z Panią Karoliną, pacjentką uczestniczącą w psychoterapii na temat jej spostrzeżeń, obaw, zmian i odczuć związanych z procesem terapeutycznym.

Strefa Zmiany: Co było dla Pani najtrudniejsze w swojej drodze przez psychoterapię?

Pani Karolina: Chyba samo zgłoszenie. Sama nie wpadłabym na to, żeby zgłosić się do psychologa. Dopiero lekarz rodzinny mnie pokierował. Myślałam, że to nic niepokojącego, że każdy czasem jest przygnębiony. Trudności z zasypianiem są u mnie rodzinne więc sądziłam, ze po prostu „mam to po mamie” i tak już musi być. Myślałam, ze to po prostu życie jest ciężkie i nieprzyjemne, a nie że to mój problem. No i później początki w gabinecie były trudne. Jak nie znałam terapeutki, jak musiałam odpowiadać na pytania, trochę jak na przesłuchaniu. Nie bardzo wiedziałam na czym polega taka terapia, spodziewałam się jakiś ćwiczeń, zaleceń, zadań. A tu nic.

SZ: Co dokładnie sprowadziło Panią do lekarza rodzinnego?

PK: Bezsenność. Chciałam dostać receptę na jakieś tabletki. Nie potrafiłam zasnąć albo budziłam się bardzo wcześnie, czasami sen był taki urywany, co chwilę się budziłam w nocy. Lekarz przepisał leki, ale zasugerował, że problemy ze snem nie biorą się znikąd, że w połączeniu z obniżonym nastrojem i spadkiem energii przypominają depresję i że z tym lepiej iść do psychologa. Trochę poczytałam o tym w internecie i faktycznie, sporo osób pisało o podobnych objawach i że chodzili do psychologa. Jedni bardziej zadowoleni inni mniej. Było mi źle, a ten psycholog stał się szansą na polepszenie sobie życia więc uznałam, że spróbuję.

SZ: I jak wrażenia?

PK: No właśnie na początku się bałam, stresowałam, nie wiedziałam czym się różni psycholog od psychoterapeuty i od psychiatry. Akurat trafiłam do pani, która jednocześnie była i psychologiem i psychoterapeutą więc mogłam rozpocząć terapię. Na początku nie miałam pojęcia co mówić, a psycholog bardziej czekał na to, co ja powiem niż sam mówił. Dopiero jak jakoś udało mi się powiedzieć o co mi co w ogóle chodzi zaczęłyśmy rozmawiać.

SZ: Jak było potem?

PK: Zaskoczyłam się, że muszę przychodzić co tydzień. Wydawało mi się to dość często. Do lekarza się chodzi raz na rok, a tutaj tydzień w tydzień. Plus pomyślałam, że to kosztowne, nie wiadomo czy zadziała. Z drugiej strony było mi źle, chciałam już móc się wyspać, ucieszyć się z czegoś, skupić na czymś. Po jakimś czasie stało się to dla mnie częścią mojego planu tygodnia. Wiadomo było, ze w czwartki zawsze jadę na sesję. Na początku nic się nie działo, dalej nie spałam itp. ale w końcu coś zaczęło się zmieniać. Zauważyłam, ze inaczej reaguję na wiele rzeczy, że to co wcześniej mnie irytowało teraz na mnie nie działa, że jestem mniej nieśmiała czy np. pewniej jeżdżę autem. Z czasem rzeczywiście sen się unormował.

SZ: A jak wyglądały same sesje terapeutyczne? Były ćwiczenia i zadania?

PK: Nie było, była sama rozmowa. To znaczy zawsze ja zaczynałam rozmowę, mówiłam z czym przychodzę. To było trudne i stresujące.  Miałam nagle pustkę w głowie i poczucie, że terapeutka teraz siedzi i czeka niecierpliwie na to co powiem, a ja nie mam nic do powiedzenia. Potem jak już się oswoiłam i przyzwyczaiłam do terapeutki to chętnie sama opowiadałam o tym co u mnie, co sobie myślałam przez cały tydzień, co się wydarzyło u mnie itp. A ona słuchała i komentowała. Z początku wydawały mi się niektóre pytania dziwne, zwracała uwagę na rzeczy na które bym nie wpadła. Mówiła mi jakby o tym co robię. Co robię w życiu i jak się zachowuję w relacji z psychologiem, co się dzieje między nami. Na początku to było krępujące, potem się zorientowałam, że to ciekawe,  że to dużo wnosi moje życie, a nie że jest krytyką i że jak ktoś komentuje moje zachowanie to niekoniecznie dlatego, że jest ono niewłaściwe. Teraz trudno mi sobie wyobrazić, że kiedyś terapia będzie musiała się skończyć.

SZ: A co Pani przeszkadza w terapii?

PK: W zasadzie sporo rzeczy. Zależy też kiedy. Czasami cena, regularność, czasami sesje gdzie mam poczucie, że nic z nich nie mam, że było za dużo milczenia.

SZ: Mimo tego warto?

PK: Moim zdaniem tak. To widać po dłuższym czasie, o terapii chyba trzeba myśleć całościowo, jako o takim całym procesie. Z kilku takich „pustych” sesji czasami wychodzą ważne wnioski, albo np. raz zostałam nimi zmuszona, żeby się zezłościć i upomnieć o swoje w czasie kolejnej sesji. To było dla mnie niezwykle przełamujące. Parę lat temu w życiu bym się na coś takiego nie zdobyła. A teraz coraz częściej to dla mnie nic nadzwyczajnego. Teraz boję się mniej innych ludzi, czuję się bardziej na równi z nimi, a nie że to inni są mądrzejsi ode mnie.

SZ: Czyli można powiedzieć, ze nie żałuje Pani czasu poświęconego na terapię?

PK: Nie żałuję. Mimo trudu nie żałuję. Życie teraz wygląda nieco inaczej, jestem chyba trochę lżejsza niż kiedyś.

SZ: Życzymy w takim razie powodzenia i dalszej owocnej pracy i dziękujemy za rozmowę.

    ZABURZENIA NERWICOWE W PIGUŁCE

 

 

 

Jedną z najczęstszych przyczyn zgłoszeń do psychoterapeuty są objawy nerwicowe, które mogą przybierać rozmaite formy, tworząc różnorodne obrazy kliniczne. Dla pacjenta bardzo często są przerażające i niezrozumiałe, kojarzone niekiedy z chorobą psychiczną, „szaleństwem”. Czym są w istocie, z czego wynikają i jak sobie z nimi poradzić?


Nerwica to dawna nazwa, która zawierała w sobie wiele dzisiejszych jednostek chorobowych. Głównie wiąże się ją z zaburzeniami lękowymi, gdyż podłożem objawów jest obecność lęku,bardzo często nieświadomego. Zazwyczaj towarzyszy im tzw. błędne koło nerwicowe: pacjent obserwuje u siebie występowanie objawu, np. kołatanie serca, zaczyna się bać tego objawu i swoim lękiem wzmaga jego występowanie, bądź go wywołuje. Często pacjenci obawiają się, że ich utrata kontroli nad własnym ciałem i towarzyszący temu lęk są początkiem poważnej choroby somatycznej lub psychicznej, np. schizofrenii. W nerwicach jednak należy wykluczyć wszelkie zaburzenia o podłożu medycznym, ponieważ objawy lękowe mogą przypominać wiele schorzeń fizycznych. 


Jakie to objawy? Pacjenci często skarżą się na zawroty głowy, kołatanie serca, wzmożoną potliwość, płaczliwość, wzrost ciśnienia tętniczego, drętwienie i mrowienie kończyn, napady paniki, duszność i trudności z oddychaniem oraz szereg innych dolegliwości. Nie muszą one występować naraz, mogą przybierać postać odseparowanych, pojedynczych objawów. Mogą pojawiać się zaburzenia snu oraz spadek nastroju, uczucie niepokoju. Objawy, które mogą świadczyć o leżącej u ich podłoża nerwicy to także zaburzenia czynności seksualnych, np. anorgazmia, przedwczesny wytrysk, impotencja. 


W nerwicach można stosować farmakoterapię jeśli zachodzi taka konieczność, czyli kiedy zaburzenie znacząco upośledza funkcjonowanie pacjenta, podstawą leczenia jednak jest psychoterapia. Zwykle jest to dość czasochłonna metoda, ale o potwierdzonej skuteczności. Czas trwania zależy od wielu czynników, także od tego że samo zaburzenie zwykle również rozwija się niezauważenie przez lata.


Co zrobić kiedy zaobserwujemy u siebie potencjalne symptomy nerwicy? Niekoniecznie naszym pierwszym skojarzeniem musi być nerwica, często bywa to np. zawał serca. Jeśli tylko jest to możliwe najlepiej nie panikować tylko zgłosić się do lekarza. Jeśli mamy podejrzenie nerwicy możemy zgłosić się do psychiatry lub do psychologa. Pierwsza wizyta ma charakter konsultacji w trakcie której klinicysta zbiera wywiad i formułuje diagnozę. Zdarza się, że potrzeba do tego celu więcej niż jednej wizyty. Po czasie konsultacji zostaniemy skierowani w odpowiednie miejsce – na badania, do psychoterapeuty lub lekarza innej specjalności jeśli zaburzenie nie jest nerwicą. Dzięki dokładnej ocenie i diagnozie można dopasować najskuteczniejszą metodę leczenia.

 

Autor: Joanna Dębska-Biernat, psycholog, psychoterapeuta

 

 

 

 


 

  • Facebook - Black Circle
  • Instagram - Black Circle

​Psycholog Katowice, Psychoterapia Katowice © 2017 by Strefa Zmiany